security13

Gdzie była ochrona podczas ataku nożownika w centrum handlowym? Takie pytanie stawiają dziennikarze zajmujący się głośną sprawą ze Stalowej Woli. Rozwikłanie tej zagadki na pierwszy rzut oka wydaje się być tak trudne jak znalezienie złotego pociągu pod Wałbrzychem.

 

Nie ma obowiązku

W obiektach handlowych ochrony może nie być wcale. Nie są to obiekty podlegające obowiązkowej ochronie takie jak te wymienione w art. 5 ustawy o ochronie osób i mienia, ważne dla obronności, interesu gospodarczego państwa i bezpieczeństwa publicznego. Nie ma tam obowiązku zatrudniania służby porządkowej takiej jak na przykład na stadionach gdzie przebywa często mniej ludzi niż w centrach handlowych.

Sklepy, centra handlowe i inne tego typu obiekty nie mają obowiązku zapewniać bezpieczeństwa swoim klientom. Ochronę zatrudnia się przede wszystkim po to aby w jak największym stopniu zminimalizować kradzież towaru. Tylko od właściciela takiego komercyjnego obiektu zależy ile zatrudni pracowników ochrony i jakie będą mieli zadania.


Pół biedy jeśli faktycznie tejże ochronie wyznacza się pilnowanie porządku, który polega między innymi na łapaniu złodziei wynoszących towar ze sklepu albo kieszonkowców okradających klientów ale jaki jest cel jeżeli pracownik ochrony zajmuje się ustawianiem koszyków przy kasach czy wykładaniem towaru na półkach?


Worek z napisem OCHRONA


Największy absurd w branży ochroniarskiej jest taki, że w ochronie mogą pracować zarówno ludzie mający przygotowanie do tej pracy jak i osoby, które nie mają żadnych kwalifikacji. Wszystko zgodnie z art. 2 ustawy o ochronie osób i mienia, który mówi, że pracownikiem ochrony jest osoba wpisana na listę kwalifikowanych pracowników ochrony albo osoba wykonująca zadania ochrony, w zakresie niewymagającym wpisu.
Wystarczy postawić na posterunku „agenta” z identyfikatorem „ochrona” i już mamy anioła stróża. Tylko co z tego jeśli taki anioł niewiele może.

Pracownik kwalifikowany (dawniej licencjonowany) może na przykład użyć środków przymusu bezpośredniego w postaci kajdanek, pałki, gazu, czy chwytów obezwładniających, które byłyby przydatne podczas takiego zdarzenia jak chociażby to w Stalowej Woli. Pracownik niewykwalifikowany może nie wiedzieć jak odeprzeć atak agresora z nożem w ręku bo nikt go tego nie uczył.


Oczywiście w centrach handlowych pracują dzisiaj ludzie niewykwalifikowani bo tańsi. Nie wyszkoleni bo szkolenia kosztują, z tak zwanej łapanki, czyli przypadkowi, bo mało kto wytrzymuje „spacer” po pasażu handlowym przez kilkanaście godzin. Niepełnosprawni, bo za nich można otrzymać dotację z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych.


Od momentu wejścia w życie ustawy o płacy minimalnej okazało się, że ochrona podrożała o sto procent, bo pracownikowi zamiast płacić 6-7 zł brutto, trzeba dać 13 zł brutto za godzinę pracy. Etatowi telewizyjni eksperci od bezpieczeństwa i ochrony wieszczyli wówczas, że tam gdzie ochrona nie jest obowiązkowa, czyli na przykład w sklepach wielkopowierzchniowych nastąpi ograniczenie stanu osobowego ochroniarzy do minimum. Dzisiaj w wielu przypadkach jest to odpowiedź na pytanie: gdzie jest ochrona? Jeżeli mamy tylko jednego pracownika na monitoringu, który od czasu do czasu musi wyjść do toalety to ochrona zamiast pilnować jest właśnie w toalecie.


Zasada RWD


Mało kto wie ale jest taka niepisana zasada, szczególnie pielęgnowana wśród pracowników ochrony najgorzej opłacanych, która głosi, że w razie jakiegokolwiek niebezpieczeństwa Ratuj Własną Dupę (w skrócie RWD). Skąd się bierze taki brak motywacji? Wyznawcy reguły RWD uważają, że:
- za minimalne wynagrodzenie nie warto się poświęcać,
- życie jest tylko jedno,
- ja tu przyszedłem odpocząć na emeryturze, dosyć się w życiu napracowałem,
- w razie utraty zdrowia nie stać mnie na leczenie,
- w razie kłopotów ani przełożeni ani nikt inny się za mną nie wstawi,
- jestem od kilkudziesięciu godzin na służbie i jedyne o czym marzę to położyć się.


Co może zmotywować do pracy pracownika? Odpowiednie wynagrodzenie i czas na regeneracje. Na chwilę obecną sytuacja w branży wygląda tak, że ludzie pracują na kilku etatach, niczym lekarze rezydenci tylko po to aby przeżyć do pierwszego. Czy można wymagać coś od człowieka, który śpi na stojąco albo potyka się o własne nogi? Sposobem na zmianę takiego stanu rzeczy mogłoby być odpowiednie wynagradzanie i zakaz pracy powyżej etatowej normy. Tylko komu zależy żeby zainwestować w drogiego pracownika i jednocześnie takiego na którym można polegać? Jak widać sieci handlowe jeszcze do tego nie dorosły.


Minimalizacja ryzyka


Żadna ochrona nie jest w stanie zapobiec wszystkim zdarzeniom w miejscu otwartym w którym znajduje się od kilku do kilkudziesięciu tysięcy osób jednocześnie. Nawet systemy elektroniczne takie jak nadzór kamer nie dosięgają wszędzie. Można jedynie zminimalizować ryzyko utraty życia czy mienia organizując ochronę w sposób profesjonalny a nie poprzez półśrodki.


W centrum handlowym należałoby by tak zorganizować system ochrony aby po otrzymaniu sygnału o zagrożeniu z centrum monitorowania, pracownik mógł dotrzeć na miejsce zdarzenia w ciągu kilku- kilkunastu sekund. Wiąże się to oczywiście z zatrudnieniem proporcjonalnej liczby ochroniarzy do powierzchni galerii handlowej. Pracownik ochrony powinien w razie potrzeby skonfrontować się z przestępcą, odeprzeć atak, obezwładnić tak jak go uczyli na kursach. Tutaj jednak potrzeba ludzi przeszkolonych w zakresie posługiwania się środkami przymusu bezpośredniego po to aby móc zneutralizować na przykład nożownika.


Wielu „specjalistów” radzi dzisiaj, żeby ochroniarzy wyposażyć w siatki do łapania nożowników. Tylko jak ten pomysł ma się do obowiązujących przepisów w ochronie i dlaczego szuka się na siłę rozwiązań kiedy już doszło do tragedii?


Nasuwa się pytanie: co jeżeli w centrum handlowym pojawi się napastnik z bronią palną w ręku? Czy wówczas operator monitoringu powinien zadzwonić pod numer 112 i czekać na przyjazd policji, czy może powinien mieć do dyspozycji kwalifikowanego pracownika uzbrojonego w pistolet?


Po co zatrudnia się ochronę, która nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa swoim klientom? Po to bo jest tańsza od tej która jest w pełni profesjonalna a po co płacić więcej skoro nic się złego nie dzieje. Dopóki nie dochodzi do tragedii nie ma sensu inwestować w ochronę.


Jeżeli już tworzy się ochronę to po to aby przeciwdziałać ewentualnym zagrożeniom. Ochrona ma działać prewencyjnie i nie dopuścić do żadnego zdarzenia. Porażka ochrony nie zaczyna się od momentu gdy dojdzie do jakiegoś incydentu. Samą porażką jest już to, że ktoś planuje atak na obiekt chroniony.


Edukacja dla bezpieczeństwa


Czasem warto wziąć sprawy w swoje ręce. Przypadek ze Stalowej Woli, gdzie klienci obezwładnili nożownika, pokazuje, że można tylko trzeba chcieć. Wystarczy wiedzieć jak postąpić w danej sytuacji, jakie kroki podjąć aby chociaż oddalić od siebie zagrożenie. Taką wiedzę można posiąść nie tylko na płatnych kursach. W internecie można znaleźć wiele blogów poradnikowych takich jak chociażby bezpiecznywtlumie.pl czy bezpiecznypolak.pl gdzie w sposób fachowy i przystępny dla każdego przedstawione są rozwiązania, które mogą ułatwić nam wyjście z sytuacji kryzysowej.

Czy w dzisiejszym świecie nie możemy już nigdzie czuć się bezpieczni? Na pewno nie tam gdzie od życia i zdrowia ludzi ważniejszy jest jak najlepszy wynik finansowy.

Udostepnij post na:

Submit to FacebookSubmit to Google PlusSubmit to TwitterSubmit to LinkedIn

Zobacz wszystko od:

Mirosław Podgórski

Więcej artykułów tego autora