niszczarka
 
Zapewne część osób ta informacja ucieszyła, a część zasmuciła. Myślę, że tych pierwszych jest znacznie więcej, ale w tym momencie nie ma to większego znaczenia. Rozwiązanie PSPO stało się faktem.
 

Przyczyna

 
Bezpośrednią tego przyczyną był brak kandydatur na zwalniane funkcje w organach władzy. Tak, tak. Stowarzyszenie musi mieć organy władzy spełniające określone w przepisach role, a to wiąże się z zakresem odpowiedzialności, którego ludzie nie chcieli na siebie wziąć. W tej sytuacji PSPO nie mogło dalej działać.
 

Inne powody

 
Był to powód bezpośredni i nie dający się przeskoczyć, ale nie jedyny. Nie było więc tak, że gdyby tylko znaleźli się chętni do objęcia zwalnianych funkcji, byłoby cacy. Nie byłoby. PSPO od samego początku miało problem z realizacją swoich celów statutowych wynikający głównie z tego, jakiemu środowisku działalność ta miałaby służyć. Bardzo szybko okazało się bowiem, że taka działalność takiej organizacji była w środowisku pracowników ochrony nie tyle może niepotrzebna (bo owszem, bardzo potrzebna), co niechciana. Cele, jakie sobie postawiliśmy spowodowały, że zamiast przyjaciół, pozyskaliśmy sobie wrogów. Nie mam tutaj na myśli zawodowych trolli, których oczywiście nie brakuje (jak w każdym środowisku), ale chodzi raczej o ogół pracowników ochrony z zasady krytyczny wobec jakichkolwiek inicjatyw, tudzież mający wobec organizacji oczekiwania zupełnie nieprzystające do rzeczywistości.
 

Wyobrażenia

 
Jak zauważyłem, przeciętny pracownik ochrony wyobrażał sobie, że działalność PSPO będzie wyglądać +/- tak. Pojawił się niejaki Pieńkowski z ciężarówką kasy, mnóstwem wolnego czasu i nieodpartą chęcią aby dogodzić tym biednym uciśnionym pracownikom ochrony, których nikt nie szanuje. Dobrał sobie ekipę, która również ma mnóstwo czasu i chęci do działania na rzecz „biedoty” i razem pozmieniają obowiązujące prawo, porozdają pieniądze z ciężarówki tym biednym pracownikom ochrony, będą całować im tyłki żeby „przekonać ich do siebie”, będą bardzo zadowoleni, że owa społeczność najchętniej pozbawiłaby ich praw publicznych (jak chociażby prawo do prywatności, czy do zarabiania na życie) i ze spuszczoną głową będą przyjmować personalne wycieczki wchodzące z brudnymi butami (bo zupełnie niczym nie uzasadnione) w ich prywatne życie, a nawet za nie podziękują nazywając je konstruktywną merytoryczną krytyką.
 

Rzeczywista rola stowarzyszeń

 
Otóż to nie jest i nie miało być tak. Podstawą podstaw do wyjaśnienia tego jest rola stowarzyszeń w społeczeństwie. Ta została zapisana w preambule i w art. 1. Ustawy Prawo o Stowarzyszeniach:
 
W celu stworzenia warunków do pełnej realizacji gwarantowanej przepisami Konstytucji wolności zrzeszania się zgodnie z Powszechną Deklaracją Praw Człowieka i Międzynarodowym Paktem Praw Obywatelskich i Politycznych, umożliwienia obywatelom równego, bez względu na przekonania, prawa czynnego uczestniczenia w życiu publicznym i wyrażania zróżnicowanych poglądów oraz realizacji indywidualnych zainteresowań, a także uwzględniając tradycje i powszechnie uznawany dorobek ruchu stowarzyszeniowego, stanowi się, co następuje:
 
Art. 1. 1. Obywatele polscy realizują prawo zrzeszania się w stowarzyszeniach, zgodnie z przepisami Konstytucji oraz porządkiem prawnym określonym w ustawach.
2. W zakresie swoich celów statutowych stowarzyszenia mogą reprezentować interesy zbiorowe swoich członków wobec organów władzy publicznej.
 
3. Stowarzyszenia mają prawo wypowiadania się w sprawach publicznych.
 
I to jest punkt odniesienia do dyskusji na temat celu i zasad funkcjonowania w społeczeństwie stowarzyszenia. Tak więc stowarzyszenie (każde, nie tylko PSPO) jest narzędziem do zrzeszenia się określonej grupy osób i wspólnego dbania o wspólne interesy. Z zasady musi to być realizowane wspólnym wysiłkiem i w celu osiągnięcia wspólnych korzyści. A więc zupełnie inaczej, niż – jak wynika z moich obserwacji – wyobrażał sobie PSPO przeciętny pracownik ochrony.
 

Koszty

 
Pierwsza sprawa do analizy, to są koszty. Otóż stowarzyszenie jako osoba prawna posiada pewne obowiązki nadane przepisami prawa, które musi wykonywać, a które wiążą się z kosztami. Nazywamy to kosztami własnymi, które powstają niezależnie od tego, czy i w jakim zakresie stowarzyszenie prowadzi działalność. Podobnie zresztą, jak w firmie. W naszym przypadku akurat, w związku z tym, że oszczędzaliśmy na czym się dało i część kosztów (jak choćby koszty przesyłek pocztowych, przejazdy, pieczątki, opłaty notarialne itd.) pokrywaliśmy samodzielnie, największym koszem własnym PSPO były usługi biura księgowego. Zgodnie z przepisami stowarzyszenie musi prowadzić pełną księgowość i w związku z tym ponosi tego koszty. Co miesiąc więc dostawaliśmy fakturę za prowadzenie ksiąg na kwotę 369 PLN brutto (300 PLN netto), choć tylko dzięki temu, że biuro księgowe uprzejmie stosowało wobec nas przez cały okres zniżkę przyznaną nam na 3 miesiące. Pełna kwota, którą powinniśmy płacić za ową usługę to 500 PLN netto (615 PLN brutto). Ponadto raz w roku trzeba było sporządzić sprawozdanie finansowe. To również był koszt, o ile pamiętam, 500 PLN netto (615 PLN brutto). Pozostałe koszty (jak np. wynajęcie sali na coroczne Walne Zebranie Członków itp.) pomijam, gdyż nie chodzi tutaj o rozliczenie wszystkich wydatków, a jedynie o podstawową lekcję matematyki, która okazuje się być dorosłym ludziom potrzebna. Jak by nie patrzeć, roczne koszty księgowości to 5043 PLN brutto. Jak wspomniałem, inicjując powołanie stowarzyszenia, nie miałem na zbyciu ciężarówki pieniędzy, więc stosowaliśmy powszechne i jak najbardziej uzasadnione rozwiązanie, czyli składki członkowskie. Ustaliliśmy wspólnie, że składki mają być jak najniższe, aby składka nie była dla nikogo przeszkodą w przyłączeniu się do PSPO. W efekcie aby ze składek sfinansować koszty księgowości, trzeba byłoby, aby 101 członków corocznie płaciło składki. Tymczasem przez dłuższy okres liczba członków nie przekraczała 35, a członków poczuwających się do obowiązku opłacenia składki … znacznie mniej. Siłą rzeczy powstał deficyt, który trzeba było pokryć z innych źródeł. Okazało się również, że na wsparcie z zewnątrz liczyć nie możemy, bo wymagania środowiska wobec PSPO owszem były spore, ale nie docierało do ludzi, że bez funduszy stowarzyszenie nie może istnieć, a tym bardziej prowadzić działalności, a tylko mając warunki do działania, może ta działalność przynosić pożądane efekty. Nie docierało także do ludzi to, że cele statutowe PSPO są dobrem wspólnym i tylko wspólnym wysiłkiem i wspólnym zaangażowaniem (również finansowym) mogą być realizowane. Oczywiście pojawiały się pojedyncze darowizny od osób spoza PSPO, za które dziękuję, ale była to kropla w morzu potrzeb. Tak więc płynność finansową ratowaliśmy z własnych kieszeni, a dokładniej kilku osób, którym zależało na rozwoju PSPO i realizacji jego celów. Matematycznie wygląda to +/- tak. Działalność PSPO skierowana była do pracowników ochrony, których to licząc chociażby samych kwalifikowanych jest ok. 90000. Zakładając nawet, że tylko połowa ma odrobinę poczucia obowiązku zaangażowania się w działania na rzecz obrony swoich praw i tyle osób przekazałoby PSPO (bo innej tego typu organizacji o podobnych celach nie było) rocznie 1 PLN darowizny (i nie pisać mi, że kogoś nawet na 1 PLN nie stać), dałoby to roczny przychód w wysokości 45000 PLN. Jest to kwota pozwalająca na pokrycie kosztów własnych PSPO i realizację projektów wymagających kapitału, jak np. pomoc prawna. Było jednak inaczej. Kiedy o tym pisałem, w odpowiedzi otrzymywałem, że najpierw „my” (czyli prawdopodobnie konkretnie ja) mamy „coś” zrobić, a dopiero później będziemy mogli prosić o wsparcie. Owo „coś” to – jak mniemam – sfinansowanie projektów, które przyniosą korzyść zainteresowanym, po otrzymaniu której zechcą oni włożyć swój wkład. Pomijając fakt, że jest to sprzeczne z logiką, aby najpierw czerpać korzyści z czegoś, w co się dopiero po skonsumowaniu tych korzyści zamierza zaangażować, za takie „coś” nie uznano np. skutecznego doprowadzenia (oczywiście nie tylko naszym wysiłkiem) do zmniejszenia liczby godzin kursów okresowych dla kwalifikowanych pracowników ochrony, co w sposób oczywisty wpłynie na ich koszty.
Była jeszcze jedna możliwość pozyskania funduszy na działalność. A mianowicie działalność gospodarcza. Ta nie lubiana przez środowisko i powodująca wiele kontrowersji, czy wreszcie powodująca przypisywanie członkom stowarzyszenia najróżniejszych niecnych intencji. Ale konieczna, aby stowarzyszenie utrzymać i realizować jego cele. I tu również był problem. Przede wszystkim efektywna działalność gospodarcza wymaga albo stosownego kapitału, albo dużego zaangażowania osobowego. A z tym nie było najlepiej. Zaangażowanie znakomitej większości członków PSPO ograniczało się do opłacenia składki (albo i nie) i/lub ewentualnie zarejestrowanie się na forum PSPO. Część członków nie dokonała ani jednego, ani drugiego i w przypadku tych osób, zupełnie nie rozumiem, czym kierowali się składając deklaracje członkowskie, ale nie będzie to przedmiotem mojej oceny. Efekt był taki, że nawet dziecinnie prostych zadań nie było komu powierzyć. Dlatego też zakres naszej działalności gospodarczej był planowany tak, aby uwzględniał zarówno niski budżet (praktycznie żaden), jak i niewielką ilość sił, które można będzie zaangażować. Były przy tym jeszcze ograniczenia, ponieważ zakres działalności gospodarczej mieliśmy wpisany w statut (sąd nas do tego zmusił) i ewentualne poszerzenie go wymagało procedury potrzebnej do zmiany statutu, co okazało się trudniejsze, niż dało się przewidzieć. Tak więc przychody z działalności gospodarczej to również kropla w morzu potrzeb (no, może kilka kropli).
 

Działalność statutowa

 
Nadszedł czas na analizę działalności statutowej. Ta była powiązana również z działalnością gospodarczą i w dużym stopniu uzależniona od reakcji jej odbiorców. Pomysłów na projekty było sporo, ale dyskusje nad nimi zazwyczaj kończyły się w momencie, kiedy trzeba było się zgłosić do wzięcia odpowiedzialności za projekt i jego realizację. Ostatecznie tylko kilka projektów udało się uruchomić, a i te nie cieszyły się specjalnym powodzeniem. Głównie ze względu na reakcję ich odbiorców, bo ta pozostawiała wiele do życzenia. Nie chcę się rozpisywać na temat wszystkich projektów, ale że np. projekt „Ochrona za mniej niż minimum” został zupełnie zignorowany, to tego już nie potrafię pojąć. Nie potrafię też pojąć, dlaczego spośród ok. 90000 kwalifikowanych pracowników ochrony fizycznej nie zebrała się grupa chętnych do odbycia szkolenia z zakresu ich uprawnień i pierwszej pomocy. Dziwię się także, że nie znalazła się firma chętna wysłać swoich pracowników na takie szkolenie, bo cena była znacznie niższa od rynkowej. To, że z trudem udało się zebrać grupę na zawody strzeleckie (po kosztach amunicji) zawdzięczamy w dużej mierze ludziom, którzy (już) nie pracują w ochronie fizycznej osób i mienia. W tym świetle zasadność kontynuowania działalności PSPO w takiej formie stanęła pod dużym znakiem zapytania. Działalność konsultacyjna również była różnie przyjmowana, ale to akurat rozumiem, bo nie ma takich rozwiązań, które byłyby wszystkim na rękę.
Rozmiar działalności statutowej pozostawiał wiele do życzenia również z powodu znikomego zaangażowania członków (kłaniam się ponownie). Od początku zaangażowanie to budziło wiele zastrzeżeń, ale liczyłem na to, że PSPO potrzebuje na to więcej czasu. I liczyłem tak przez 2 lata. W tym czasie razem z Prezesem stosowaliśmy wiele technik motywacyjnych, ale nie sposób jest kogoś zmotywować do czegoś, na czym mu nie zależy. I tak na załóżmy 30 – 40 członków jakiekolwiek zaangażowanie w jego prace wykazało kilkanaście osób. Tych, którym naprawdę zależało na rozwoju PSPO i dali to po sobie poznać, można było policzyć na palcach i to prawie że jednej ręki. W ostatnich miesiącach liczba członków PSPO się wyraźnie powiększyła (w szczytowym momencie było to 59 osób). Ale zaangażowanie już nie. Nadal działalność była wykonywana przez dosłownie kilka osób, którym w dodatku w tej sytuacji coraz bardziej już się nie chciało. Zaczął się zmniejszać skład organów władzy, a wbrew obiegowym opiniom, że jest to ciepła posadka niewymagająca żadnej odpowiedzialności, nie było chętnych na zwalniane stanowiska. Żeby było jasne, rezygnacja Prezesa nie była początkiem tego procesu, tylko jego kontynuacją, a wręcz w pewnym zakresie - konsekwencją. Wcześniej ja zapowiedziałem, że chcę zostać odwołany (następnie za namową kilku osób postanowiłem zostać do końca kadencji), bo już nie dawałem rady. Otwarte projekty, których nikt już nie robił, robiłem ja, a w pozostałych pomagało mi owe kilka aktywnych osób. W ostatnim czasie moje zaangażowanie w PSPO szacuję na ok. 1,5 etatu. A mam też swoje życie i swoje sprawy. Oprócz tego, że nie dawałem rady, to nie widziałem także sensu dalszej działalności, której beneficjenci najwyraźniej nie chcą i za taką działalność nie bardzo chciałem dłużej odpowiadać. Oczywiście zwolniłbym stanowisko, na które również nie było chętnych.
 

Paraliż decyzyjny

 
Dodatkowo ignorancja części członków PSPO spowodowała także paraliż decyzyjny, w którym nie można było sprawnie zarządzać stowarzyszeniem zarówno na szczeblu zarządu, jak i na szczeblu Walnego Zebrania Członków. W tym stanie rzeczy wspólnie postanowiliśmy, że PSPO przestanie działać.
 

Na czym polegała Mea Culpa?

 
1. Przed zainicjowaniem powołania PSPO przeprowadziłem błędne analizy. Mianowicie wydawało mi się, że jak ktoś publicznie narzeka, że branża ochrony jest niezorganizowana, to najprawdopodobniej chce, aby owa branża się zorganizowała. Tymczasem – jak widać – jak ktoś publicznie narzeka, że branża ochrony jest niezorganizowana, to najprawdopodobniej kłamie. Z moich analiz wynikało, że jest w tej branży więcej osób, które utożsamiają się z wykonywanym zawodem i tym samym, którym cele PSPO będą bliskie. Okazało się to zupełnie błędne.
2. Przed zainicjowaniem powołania PSPO wydawało mi się, że ta branża to dno i wodorosty. Tymczasem okazuje się, że ta branża to tylko dno. Dno, na którym od czasu do czasu można znaleźć jakiś mniejszy lub większy kamień. I w sumie to nawet nie wiem, dlaczego można go tam znaleźć.
3. Przez cały okres tworzenia i działalności PSPO starałem się, aby było ono jak najbardziej transparentne i demokratyczne. Tymczasem okazuje się, że demokracja to jest dla ludzi odpowiedzialnych, a w tym przypadku stosowanie jej mechanizmów doprowadziło do paraliżu decyzyjnego.
4. Do niedawna jeszcze wierzyłem, że w ludziach pracujących w ochronie jest (jeszcze) odrobina przedsiębiorczości. Wierzyłem, że ci ludzie potrafią się zorganizować i wspólnie zadbać o swoje interesy. Niestety jest inaczej. Na rzecz pracowników ochrony może skutecznie działać ewentualnie fundacja, ale nie stowarzyszenie, za co – nie ukrywam – jest mi trochę wstyd.
 

Udostepnij post na:

Submit to FacebookSubmit to Google PlusSubmit to TwitterSubmit to LinkedIn

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Komentarze   

+1 #5 jan 2016-07-26 22:49
Witaj Slow moim zdaniem nie masz racji zostało już bardzo dużo zrobionego np uzusowienie umów od nowego roku minimalna stawka 12 zł itp
Cytować | Zgłoś administratorowi
0 #4 Momo 2016-07-10 13:39
Dlaczego niepotrzebne? Potrzebny był strach organizacji pracodawców przed możliwością zjednoczenia się pracowników sektora.
Cytować | Zgłoś administratorowi
+1 #3 Slow 2016-07-10 10:50
Ochroniarz ma pejoratywny odbiór we wszystkich chyba środowiskach, zarówno u tych na rzecz których wypełniamy swoje obowiązki jak rownież wsród tych których bezpieczeństwo mamy na uwadze. Nikogo nie obchodzą statystyki mówiące o zwiększeniu się poczucia bezpieczeństwa wsród Polaków (tak, tak właśnie dzięki dużej ilości ochrony). W ogólności ochrona jest postrzegana przez pryzmat "pana Edka" z budki czy supermarketu. Myślę że do momentu zmiany ustawy o ochronie, która w sposób jednoznaczny "wyróżni" i umocuje prawnie ten zawód, dokonując jednocześnie selekcji, nic znaczącego się nie zmieni.
Stowarzyszenie dawało nadzieję na kierunkowe, celowe działania.
Wykonaliście Państwo kawał dobrej, profesjonalnej roboty.
Niestety jak widać nikomu nie potrzebnej.
Z wyrazami szacunku S.
Cytować | Zgłoś administratorowi
+2 #2 mis 2016-07-08 16:35
No to lipa panie...
Cytować | Zgłoś administratorowi
+2 #1 Tomasz.Pienkowski 2016-07-07 15:42
Oczywiście napisałem tak, jak ja to widzę. Może ktoś odniósł inne wrażenie.
Cytować | Zgłoś administratorowi

Zobacz wszystko od:

Tomasz Pieńkowski

Więcej artykułów tego autora

Nowe wpisy

Otrzymasz informację o każdym nowym artykule który ukaże się na blogu.

Ostatnie komentarze

  • Zdenek Smetana 20.08.2017 08:35
    Firmy typu agencje moją coraz mniej możliwości do kombinowania. Gdyby pracownicy byli też bardziej świadomi ...

    Czytaj więcej...

     
  • Tomasz.Pienkowski 19.08.2017 23:57
    Moim zdaniem jest to wynik ozusowania zleceń do minimalnego wynagrodzenia. Kiedy wystarczyło odprowadzić ...

    Czytaj więcej...

     
  • zbój 19.08.2017 10:10
    tego brakuje w narodzie, odwagi by reagować i odwagi cywilnej

    Czytaj więcej...

     
  • wmimm 18.08.2017 16:41
    Nie trzeba siły, aby podejść i powiedzieć do ochroniarza,że robi źle,tylko odwagi.A jeżeli już i tej ...

    Czytaj więcej...

     
  • zbój 17.08.2017 09:51
    Czekamy do 1 września 2017r. aktualizacja przepisów Prawo Oświatowe, czyli więcej podmiotów szkolących ...

    Czytaj więcej...